Kultura > Wydarzenia
ROZMAWIAMY Z ZESPOŁEM KOMBII
NA SZCZĘŚCIE... ŻYWA LEGENDA
W trakcie Dni Kwidzyna mieliśmy sposobności porozmawiać z liderami zespołu „KOMBII”, którzy od wielu, wielu lat grają razem i szybko nie zamierzają zejść ze sceny. Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk poświęcili nam chwilę czasu tuż przed swoim kwidzyńskim koncertem.

W połowie lat 70-tych, a dokładnie w roku 1976 miał miejsce w Kwidzynie koncert „Budki Suflera” promujący ich drugą płytę. Aula starego ogólniaka, ciemno, zasłona idzie w górę, a na scenie zupełnie inny wykonawca. Nikt jeszcze o Was wtedy nie słyszał...
Waldemar Tkaczyk:
Jako zespół profesjonalne granie zaczynaliśmy w Bałtyckiej Agencji Artystycznej i była wtedy rzeczywiście taka seria promująca nowy zespół. Graliśmy wówczas z „Budką Suflera”, węgierskim „Lokomotiv GT” oraz jazz-rockowym „Laboratorium”. To były nasze pierwsze występy, na bazie których zaprzyjaźniliśmy się z muzykami wymienionych grup. Przyznam się szczerze, że nie pamiętam tego kwidzyńskiego koncertu, bo to jednak było wiele lat temu.
Dzięki temu koncertowi nie byliście dla mnie anonimowi w czasie pierwszej edycji Muzyki Młodej Generacji. W odróżnieniu od wielu słuchaczy wiedziałem czego mogłem się spodziewać. Od tej pory zaczęła się Wasza wielka kariera, którą urozmaicaliście różnymi wcieleniami. Które z tych wcieleń najbliższe jest Waszemu sercu?
Grzegorz Skawiński:
Trudno jest powiedzieć, gdyż wszystkie wcielenia robiliśmy z dużym zaangażowaniem. Mamy taką naturę, że jak się angażujemy w jakiś pomysł, albo ładnie określając jako „wcielenie” - to staramy się robić to jak najlepiej. Byłoby kłamstwem powiedzieć, że nie kochałem O.N.A, projektu Skawalker, czy teraz wydając płytę solową z muzyką gitarową. Z drugiej strony stare „Kombi” to zespół legenda z ogromną tradycją. Nie da się tego pominąć milczeniem i udawać, że tego nie było. To jest normalne, że czasami coś trzeba zmienić, gdy za długo się wokół jednego kręci. Dlatego czasem zdarza nam się odchodzić od pewnych rzeczy, by po jakimś czasie ponownie do nich wracać.
Jak Wam się grało z Jerzym Piotrowskim?
Waldemar Tkaczyk:
Jest to genialny perkusista, który w tej chwili chyba przebywa w Ameryce. Raczej nie grywa już czynnie, a jedynie dla siebie. Trzeba przyznać, że był fenomenalnym bębniarzem i stanowił ogromne urozmaicenie naszego zespołu.
Użyłeś sformułowania legenda, a ja bym dodał do tego przymiotnik „żywa”. Rozmawiałem z chłopakami z TSA, którzy twierdzą, że wydawanie płyt takich „żywych legend” na polskim rynku jest bezcelowe. Oni twierdzą, że wystarczy wydać jedną płytę na kilka lat, a właściwą egzystencję zapewnia dobry sponsor. Jakie macie zdanie na ten temat?
Waldemar Tkaczyk:
To jest sprawa indywidualna. Na pewno przedstawiony wariant jest jednym ze sposobów. Wiadomo, że promocja rządzi się swoimi prawami. Wydawanie płyty co roku też się trochę mija z celem. Z kolei robienie jednej płyty na 10 lat może się skończyć zapomnieniem fanów.
Grzegorz Skawiński:W naszym przypadku jest tak, że nie sposób nie grać starych hitów zespołu, bo one zawsze będą z nami. Jednak gdybyśmy grali tylko stare przeboje, to trwałoby to może miesiąc, dwa i skończyłoby się bardzo szybko. Odbiorcy oczekują nowych produktów i my staramy się im dogodzić.
Znani jesteście z tego, że jak gracie swoje stare kawałki to serwujecie je w zmienionych wersjach.
Waldemar Tkaczyk:
To jest taka nasza natura, że podchodzimy nowocześnie i twórczo do tego co robimy. Jest sporo osób, które nam to zarzuca i chcą by było grane „1 do 1”. A przecież teraz mamy sposobność wykorzystania nowoczesnych technologii i dlatego nie trzymamy się sztywno pierwotnych aranżacji. Nawet gdy wykonujemy te utwory nieco zmienione, to w dalszym ciągu są to nasze piosenki. Po prostu: gramy jak chcemy.
Artyzm wymusza pewne zmiany i dzięki temu człowiek nie stoi w miejscu.
Waldemar Tkaczyk:
Tak przynajmniej się staramy. Teraz pojawiły się nowe media, jest Internet, który diametralnie zmienił dostępność do muzyki. Istniejące sposoby pozyskiwania muzyki bardzo wpływają na zmniejszoną sprzedaż płyt. Pomimo tego nie można powiedzieć, iż nie opłaca się nagrywać. Mimo światowego kryzysu świetna płyta Adel sprzedaje się genialnie na całym świecie. Obecnie powstaje taka sytuacja, że większość wykonawców zaczyna zarabiać pieniądze na koncertach, a kiedyś koncerty były potrzebne do promocji nowych płyt. Dzisiaj zarabia się na koncertach, bo nie można przecież zarabiać na płytach.
Wszystko się zmienia dookoła, a Wy nadal jesteście na topie. Dlaczego polscy wykonawcy nie potrafią się wypromować się poza granicami własnego kraju?
Grzegorz Skawiński:
Brutalna szczerość podpowiada porównanie do wczorajszego występu polskich piłkarzy. Oni są jednak w lepszej sytuacji, bo my byśmy chcieli mieć taki sponsoring i takie pieniądze jakie oni zarabiają, a mimo tego i tak sknocą sprawę. Jest to temat rzeka, ale jednym z głównych powodów jest fakt, że niestety poziom nie jest na tyle odpowiedni, aby móc coś sensownego tam wskórać. Składają się na to bardzo złożone sprawy. Mimo, że młode pokolenie zna angielski to jeszcze jest to istotna bariera. Być może za 5-10 lat znajdzie się artysta, który zrobi karierę poza granicami naszego kraju.

Rozmawiał Marek Sidor
Wywiad spisała Anita Przepiórka
000
11712 - NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE:
- POMAGAMY 5-LETNIEJ AMELCE (102642)
- Patrycja Jarzynka - 15 lat - Prabuty (100770)
- MISS INTERNETU (rozpoczeliśmy... (96126)
- Karolina Chmielecka - 18 lat - Sztum (95104)
- Modernizacja linii kolejowej (93001)
- NAJWYŻEJ OCENIANE:
- OSTATNIE KOMENTARZE:
- WIĘCEJ





