Czwartek 13 sierpnia 2026 | Imieniny: Diany, Hipolita, Kasjusza

Rejestracja Zaloguj się
RADIO KWIDZYNIAKÓW
AVIVA - SPRAWDZAMY JAKOŚĆ KWIDZYŃSKIEGO POWIETRZA - KLIKNIJ TUTAJ

Puls Kwidzyna > O tym warto wiedzieć

SZPITAL, KTÓRY WCIĄŻ WRACA W DEBACIE

Obecnie część mieszkańców, lekarzy i związkowców stawia pytanie odwrotne niż przed laty: czy właściciel prywatny będzie utrzymywał działalność, która przynosi straty? To jest sedno obecnej debaty. Nie chodzi wyłącznie o położnictwo, bo ono jest zaledwie symbolem. Dla zarządzających prywatną grupą medyczną oddział może być pozycją w bilansie, którą należy ocenić pod kątem kosztów i efektywności. Dla mieszkańców jest elementem bezpieczeństwa zdrowotnego, którego nie da się przeliczyć wyłącznie na wynik finansowy.

 

 

Gdy dziś wraca dyskusja o przyszłości kwidzyńskiego szpitala, warto przypomnieć, że podobne pytania zadawano już kilkanaście lat temu. Wówczas spór dotyczył sprzedaży większościowego pakietu udziałów. Dziś dotyczy skutków tamtej decyzji.  

Historia pokazuje, że obecne emocje nie pojawiły się nagle, a są kolejnym rozdziałem debaty, która w Kwidzynie trwa od ponad piętnastu lat. Jeszcze na początku XXI wieku kwidzyński szpital był przedstawiany jako jeden z najbardziej nowatorskich projektów samorządowych w Polsce. Przekształcenie placówki w spółkę prawa handlowego miało być receptą na problemy finansowe i organizacyjne publicznej służby zdrowia. Kwidzyn wymieniano jako przykład odwagi, nowoczesnego myślenia i skutecznego zarządzania.  

Pod parasolem samorządu  

Przez kolejne lata szpital funkcjonował jako spółka samorządowa. Zmieniali się prezesi, pojawiały się nowe pomysły, prowadzono inwestycje i modernizacje. Jednocześnie coraz częściej powracały problemy, które dziś brzmią zaskakująco znajomo. Mówiono o niedoborze lekarzy, rosnących kosztach funkcjonowania oraz konieczności kosztownych inwestycji. Już wtedy dało się słyszeć głosy, że największym wyzwaniem nie będzie sam model własnościowy, lecz znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak utrzymać szpital powiatowy w realiach stale rosnących kosztów i ograniczonych środków publicznych.  

W 2011 roku, prezentując sytuację spółki „Zdrowie” na forum Rady Powiatu Kwidzyńskiego, jej prezes Leszek Czarnobaj mówił otwarcie o problemach finansowych placówki. Optymistycznie oceniał perspektywy na przyszłość, ale jednocześnie przyznawał, że celem na koniec roku jest „osiągnięcie minimum zerowego wyniku finansowego”. Dzisiaj ten cytat brzmi niemal symbolicznie. Pokazuje bowiem, że już wtedy podstawowym celem nie był dynamiczny rozwój, lecz utrzymanie finansowej równowagi.  

Prawdziwy punkt zwrotny nastąpił jednak w 2012 roku. Najpierw wybuchła sprawa oddziału kardiologicznego. Kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia wykazała nieprawidłowości związane z kontraktowaniem świadczeń. W konsekwencji zamknięto oddział, a na spółkę nałożono wielomilionowe zobowiązanie finansowe. W przestrzeni publicznej pojawiły się pytania o odpowiedzialność zarządu, skuteczność nadzoru właścicielskiego i przyszłość całej placówki.  

Stopniowa utrata kontroli  

Równolegle rozpoczęła się debata o sprzedaży większościowego pakietu udziałów spółki „Zdrowie”. Władze powiatu przekonywały, że samorząd nie jest w stanie samodzielnie finansować dalszego rozwoju szpitala. Coraz wyraźniej wskazywano na konieczność pozyskania inwestora strategicznego. Po ujawnieniu problemów związanych z oddziałem kardiologicznym i wielomilionowych roszczeń NFZ starosta Jerzy Godzik nie pozostawiał wątpliwości co do kierunku działań. Mówił wtedy: „Jesteśmy zdeterminowani, by pozyskać inwestora strategicznego dla Spółki Zdrowie”.  

W praktyce oznaczało to, że mimo narastających kontrowersji samorząd nie zamierzał wycofywać się z planu przekazania kontroli nad szpitalem zewnętrznemu podmiotowi. Przeciwnicy tej koncepcji odpowiadali, że szpital powiatowy nie jest zwykłym przedsiębiorstwem i nie powinien być oceniany wyłącznie przez pryzmat rachunku ekonomicznego. Nie protestowali przeciwko inwestorowi jako takiemu. Nie zgadzali się na utratę kontroli. W oświadczeniu inicjatorów referendum zapisano: „Nie występujemy przeciwko poszukiwaniu inwestora gotowego przystąpić do spółki Zdrowie, jednakże przekazanie pakietu większościowego odbije się niekorzystnie na działalności szpitala”.  

To właśnie wtedy narodziła się inicjatywa referendum w sprawie pozostawienia większościowego pakietu udziałów w rękach samorządu. Pod wnioskiem podpisało się około dziewięciu i pół tysiąca mieszkańców. Samo referendum zakończyło się jednak niepowodzeniem. Choć ponad 90 procent głosujących opowiedziało się za utrzymaniem samorządowej kontroli nad szpitalem, frekwencja okazała się zbyt niska, aby wynik był wiążący. Był to moment symboliczny. Ostatnia próba bezpośredniego rozstrzygnięcia przyszłości szpitala przez mieszkańców zakończyła się porażką.  

W tamtym czasie szczególnie mocno wybrzmiał również głos pracowników szpitala. W swoim oświadczeniu protestowali przeciwko sposobowi prowadzenia debaty publicznej i podkreślali: „O swoich losach dowiadujemy się z gazet i krążących po mieście plotek”. Po latach trudno nie zauważyć, jak bardzo te słowa przypominają dzisiejsze nastroje.  

Po referendum nie udało się zatrzymać procesu zmian właścicielskich. Co więcej, kolejne miesiące pokazały, jak bardzo zmieniła się pozycja negocjacyjna samorządu. Jeszcze wcześniej udział w spółce wyceniano na ponad 500 złotych, a wartość większościowego pakietu udziałów liczono w dziesiątkach milionów złotych. Pierwsze oferty zakupu uznawano za zbyt niskie i odrzucano jako nieakceptowalne. Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te oczekiwania.  

W 2013 roku większościowy pakiet udziałów przejęła grupa EMC z Wrocławia. Cena sprzedaży okazała się wielokrotnie niższa od wcześniejszych oczekiwań właścicieli. Dla jednych była to konieczność wynikająca z sytuacji finansowej szpitala i ograniczonych możliwości samorządu. Dla innych dowód, że przez lata nie udało się wypracować skutecznego modelu rozwoju placówki.  

Warto jednak przypomnieć także argumenty drugiej strony. Już podczas pierwszej konferencji prasowej nowy operator wskazywał, że przejmuje nie tylko udziały w spółce, ale również obowiązek przeprowadzenia kosztownych inwestycji i modernizacji. Przedstawiciele EMC otwarcie mówili o konieczności poprawy infrastruktury, organizacji pracy, warunków funkcjonowania oddziałów oraz dostosowania placówki do obowiązujących standardów. Niezależnie od ocen, decyzja ta zmieniła sposób funkcjonowania szpitala. Od tego momentu strategiczne decyzje dotyczące jego rozwoju przestały zapadać wyłącznie w Kwidzynie. I właśnie tutaj historia zatacza koło.  

Gra pozorów  

Gdy pojawiają się pytania o przyszłość położnictwa i ginekologii, wraca fundamentalny dylemat - kto powinien decydować o istnieniu oddziałów szpitalnych? Mieszkańcy oczekują dostępności świadczeń medycznych nawet wtedy, gdy są kosztowne. Samorządowcy odpowiadają za bezpieczeństwo zdrowotne lokalnej społeczności. Lekarze i związki zawodowe patrzą przez pryzmat możliwości kadrowych i potrzeb pacjentów. Właściciel prywatny odpowiada natomiast za ekonomiczne funkcjonowanie całej grupy medycznej.  

Tutaj właśnie dochodzi do zderzenia dwóch logik - po jednej stronie misji publicznej, a po drugiej ekonomicznej efektywności. Dlatego obecna dyskusja nie jest wyłącznie sporem o jeden oddział. Położnictwo jest symbolem znacznie większego pytania. Czy szpital powiatowy powinien utrzymywać działalność, która nie przynosi oczekiwanych zysków, ale jest potrzebna mieszkańcom?  

To pytanie zadawano już podczas referendum w 2012 roku. Dziś wraca ono ze zdwojoną siłą. Przed czternastu laty mieszkańcy pytali, czy samorząd powinien zachować większościowy pakiet udziałów w szpitalu. Dziś pytają już o coś innego. Czy samorząd, który oddał kontrolę właścicielską, zachował wystarczający wpływ na decyzje dotyczące bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców powiatu?  

Ten temat wraca właśnie teraz, gdy związki zawodowe (Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych przy NZOZ „Zdrowie” w Kwidzynie) ostrzegają przed pogłębiającym się kryzysem kadrowym, a ich przewodniczący Paweł Lewandowski zarzuca dyrekcji „unikanie odpowiedzi na niewygodne pytania oraz ignorowanie i ukrywanie kluczowych problemów”.  

Historia zatoczyła koło. Zmieniły się nazwiska, zmienił się właściciel, ale nie zniknęły pytania o odpowiedzialność za przyszłość najważniejszej placówki medycznej w powiecie. Ponieważ dla mieszkańców najważniejsze nie jest to, kto posiada większościowy pakiet udziałów. Istotne jest to, czy w chwili potrzeby będą mogli liczyć na pomoc medyczną blisko domu.

Oceń artykuł
Autor: Marek Sidor | Poniedziałek 13 lipca 2026 | 001 1097
Olo
17-07-2026, 21:01
IP: 93.159.13.0
Szpital jeszcze jako tako ale nie bez kozery kwidzyński SOR od dobrych 10-15 lat jest synonimem słowa "mordownia". Sam w razie potrzeby od razu jechałem do Grudziądza, żeby tutaj nie tracić czasu, nerwów, a być może nawet życia.
MAM FLP PROGNOZA POGODY
Prawa autorskie 2010 - 2026 © Puls Kwidzyna | Projekt i wykonanie Studio Siedem